Byłam hejterem

Tytuł wpisu jest z przymrużeniem oka.

Podobno z wiekiem i tzw. doświadczeniem życiowym zmienia się podejście do ludzi. To prawda. Kiedy byłam piękna i młoda (bo teraz jestem już tylko piękna) bywało… jak bywało. Jeśli ktoś z Czytelników zaglądał na mojego innego bloga (pisanego w czasie studiów i – co ważne – pod własnym nazwiskiem) to pewnie pamięta. Młodość, fantazja, cięte riposty, szpile…

Z czasem, powoli, powoli coś się zmienia. Coraz częściej odkrywa się w sobie jakieś dziwne pokłady wyrozumiałości do cudzych błędów, gorszych dni czy indywidualnych wyborów i najzwyczajniej w świecie nie ma się już ochoty przepieprzać do świata i ludzi.

Albo potrafi się naturalnie, bez podtekstów powiedzieć szczerze komplement, np. „Podoba mi się Twoje profesjonalne podejście do zagadnienia X, bo…”.

To w kwestii zmian związanych z wiekiem. Natomiast niezależnie od wieku, im bardziej satysfakcjonujące prowadzi się życie, tym mniej czasu poświęca się na życie innych tzn. obserwowanie ich, ocenianie, pouczanie, czepianie się, zwracanie uwagi, bezsensowne dyskusje.

Prościej mówiąc: Hejterami (co za idiotyczne słowo…) są albo ludzie młodzi (i im to z wiekiem przejdzie), albo ludzie dorośli, którzy są sfrustrowani.

Podsumowanie

Z tego się wyrasta. Jeśli w okolicach trzydziestki ktoś nie wyrasta, to powinien zadać sobie pytanie, jak chciałby, aby wyglądało jego życie – praca, zarobki, pasje, rodzina, przyjaciele itp. Ustalić cele, plan działania, terminy i jazda!

To jednak wymaga wizji, odwagi i pracy, więc bez sensu… Prościej jest komuś nabluzgać i wcisnąć „publikuj komentarz”.

Zbliżanie i oddalanie perspektywy

Kiedy mam przed sobą długą listę zadań i codziennie ją wykonuję, czasami przychodzi taki moment, w którym zaczynam myśleć:

Ja pier***ę, po ch** ja to robię?
(kiedy się denerwuję, mój zasób słownictwa obniża się niestety do takiego poziomu)

Czuję się jak mały ludzik, który wykonuje jakieś tam prace, które niby mają sens i cel, ale…

I jak zwykle, jedna, mała oczywista myśl, która pojawia się we właściwym momencie takiego małego kryzysu. Owa myśl to tekst z HBR (6/2012) o zbliżaniu i oddalaniu perspektywy.

W skrócie:

  • Kiedy np. pochłaniają Cię szczegóły albo korzystasz z okazji, które wydają Ci się tu i teraz atrakcyjne, to jesteś za blisko (nie dostrzegasz szerszego kontekstu swoich celów).
  • Kiedy np. roztaczasz tylko ogólne wizje albo nadajesz nierealne terminy, to jesteś za daleko (nie dostrzegasz realizacji celów – ludzi, etapów i problemów, które pojawiają się w czasie urzeczywistniania wizji).

Ogólna idea jest taka, żeby nieustannie „zoomować” – zbliżać się i oddalać, patrzeć na wszystko z daleka (wizja) i bliska (wykonanie wizji).

Banał, nie? ;)

I na koniec dołujący cytat z artykułu:

„Najlepsi liderzy wiedzą, kiedy koncentrować się na szczegółach, a kiedy spojrzeć na wszystko z dalszej perspektywy”.

Dwie rzeczy na literę S

Życie polega na ciągłej nauce. Nauce pt. „Nie oceniać”.

W kontrze do stylizacji stoi stosik.

„Nie oceniać” – że ktoś ma pół pokoju ciuchów i jedną półkę książek. Bo w sumie co mnie to obchodzi?

Ale też:

„Nie być ocenianym” – że mam pół pokoju książek i jedną półkę ciuchów. Bo w sumie co to kogoś obchodzi?

Takie proste.