Aplikacja: Nozbe

Nozbe używam od 2009 roku, czyli już 6 lat. Jak to się zaczęło, możesz przeczytać tutaj.

Jak łatwo się domyślić, na przestrzeni tych lat moje życie prywatne i zawodowe zmieniło się, więc sposób używania Nozbe również się zmieniał. Ba! Samo narzędzie także się zmieniło, bo świat się zmienił (smartfony, aplikacje itp.).

Jeśli czytałeś ten wpis, to pamiętasz, że na przestrzeni lat popełniłam kilka błędów związanych z produktywnością i użytkowaniem Nozbe.

Nie jest to wina narzędzia tylko moja. Trudno zrzucać winę na program, choć wiem, że są tacy, którzy za swoje nieróbstwo lub brak wizji obwiniają wszystko wokół, w tym także… narzędzia do zarządzania zadaniami.

Jak zatem używam Nozbe?

Tylko do zadań (w tym także delegowania zadań)

Kiedyś popełniałam błąd, że wpisywałam w Nozbe wszystko. W efekcie powstał jeden wielki bałagan, bo zamiast robić solidny przegląd tygodnia, musiałam albo przebijać się przez starocie, pomysły, plany, marzenia, listy kontrolne, albo większość omijać i bić się z wyrzutami sumienia, zamiast po prostu wyznaczyć, co mam zrobić w przyszłym tygodniu.

W pewnym momencie wzięłam się za porządek (o tym w dalszej części wpisu) i zrobiło się od razu lepiej.

Aktualnie wszystkie pomysły, plany, ciekawe rzeczy itp. zapisuję w Evernote.

Systematycznie przeglądam je i podejmuję decyzję, co z tym pomysłem robimy. Jeśli robimy to robimy (rozpisujemy, ustalamy i to właśnie jest wpisywane do Nozbe). Jeśli nie, wyrzucam do kosza w Evernote.

Z perspektywy czasu widzę, że zostawianie rzekomych, genialnych pomysłów nie ma żadnego sensu. Co jakiś czas przeglądam też to, co zostało wyrzucone go kosza i jeszcze nie zdarzyło się, aby wśród tego znalazło się coś, co zostałoby przywrócone do realizacji.

Czy to na pewno jest projekt?

Dwa razy zastanawiam się, czy dany temat zasługuje na miano projektu. Być może lepiej i czytelniej będzie ogarnąć temat jako jedno zadanie tzn. zapisać zadanie, ustawić mu powtarzanie, np. co 2 dni, a w komentarzu zrobić klikalną listę kontrolną.

Fajnie mieć projekty, a najlepiej dużo, bo dają złudzenie porządku (złudzenie!) no i to tak dobrze o nas świadczy, że tyle robimy, jest mnóstwo zadań…

Mam mało projektów, a w nich tylko zadania

Aktualnie mam 23 projekty. Jest to duży spadek, bo do niedawna miałam ich… 80. I nie dlatego, że tyle robiłam, ale dlatego, że cała reszta stanowiła skupisko wszystkiego (o czym pisałam na początku wpisu). Te 23 to są faktycznie te, nad którymi pracuję i które tak naprawdę przeglądałam przy przeglądzie.

Dodatkowo, te projekty, które pozostały, zostały oczyszczone (sprawy przeniesione do Evernote albo usunięte, bo są bez sensu lub nieaktualne). W ten sposób w projektach, których jest już mniej, nie ma też kilkuset (!) wpisów, ale tylko i wyłącznie zadania.

W ten sposób przegląd tygodnia nie jest już traumatycznym doświadczeniem.

Listy kontrolne, notatki, ciekawe rzeczy – w Evernote

Wszelkie listy kontrolne, pomysły, niezrealizowane tematy przeniosłam do Evernote.

Przykład czegoś, co nie powinno być w Nozbe, ale było w formie projektu to: lista kontrolna pakowania się na wyjazd. Tej listy używam od lat, w jej treści niewiele się zmienia.

Są zwolennicy ustawienia etykiety „listy kontrolne” i trzymania każdej listy w formie projektu, ale ja chcę mieć tylko to, co jest w Nozbe niezbędne na co dzień.

Przykład czegoś, co nie powinno być w Nozbe, ale jest: projekt o nazwie „święta”, w którym trzymam informacje o świętach i urodzinach – na co dzień nie używam kalendarza, więc ten projekt musi być.

Używam schematu dnia

W określonych godzinach robię te same rzeczy, więc mam ustawione zadania powtarzalne, które stanowią schemat dnia, np. o określonej godzinie zabieram się za MIT-y dnia.

W ogóle, w pierwszej kolejności zawsze definiuję MIT-y dnia.

Mając takie ramy (MIT-y dnia oraz zadania powtarzalne), łatwiej jest mi upychać między to wszystko jakieś inne zadania.

Pamiętasz tę zasadę, że najpierw wkładamy do naczynia duże kamienie (MIT dnia), a dopiero potem zasypujemy to piaskiem (mniejsze sprawy)? Jak zrobisz odwrotnie, czyli najpierw nasypiesz piasek, to duże kamienie nie zmieszczą się już w naczyniu!

Robię przegląd tygodnia w piątek

Cztery lata temu pisałam, że zmieniłam dzień przeglądu na piątek. Bywało różnie, bo czasami wychodziło tak, że napalałam się fajnymi zadaniami, a trzeba było czekać z ich realizacją do poniedziałku.

Obecnie jestem na takim etapie życia, że przegląd w piątek jest nadal super, ale nie mam już problemu, że niezdrowo podniecam się zadaniami, które mnie czekają w przyszłym tygodniu. Mimo że bardzo lubię swoją pracę to zadania są i nie uciekną, a widoki za oknem jakoś zawsze są ciekawsze i… uciekną!

Zadania powtarzalne są w osobnych projektach

Na zada­nia powta­rzalne mam osobne pro­jekty o nazwie „proza”. Opisałam to tutaj (punkt 4).

Ustawiam od razu czas wykonania zadania

Opisałam to tutaj (punkt 8).

Używam tylko 2-3 kontekstów

Opisałam to tutaj (punkt 11).

Do powyższej treści dodam, że obec­nie używam trzech kontekstów tj. praca, po pracy (aby zrobić dwie listy), a MIT jest trochę tak dodatkowo.

Używam sortowania i filtrowania

Długo nie używałam tych bajerów, ale okazały się bardzo przydatne od kiedy używam dwóch list i  kontekstów: „praca”, „po pracy”.

Dodatkowo przydają się kiedy pojawi się kilkudniowy zastój i trzeba jakoś ogarnąć tę większą ilość zadań.

Przypisanie pracy do… pracy

Często robiłam tak, że jakaś czynność była przeze mnie przypisywana do czasu „po pracy”, choć w rzeczywistości była związana pracą, np. dokształcanie się w swojej branży.

W ten sposób próbowałam oszukać siebie, że to, co robię, to nie jest praca. I tak, zamiast po pracy czytać ciekawą, relaksującą książkę, ja czytałam to, co związane z praca.

W efekcie wychodziło tak, że czas po pracy nie dawał mi żadnej okazji do wytchnienia, bo temat pracy był obecny cały czas tylko w nieco innej, podstępnie nieukrytej formie.

Obecnie mam wyznaczone dni i godziny na zadania związane z dokształcaniem się i odbywa się to tylko i wyłącznie w ramach godzin pracy.

Bardzo pilnuję schematu 3×8

8 godzin pracy, 8 godzin po pracy, 8 godzin snu. Pisałam o tym tutaj.

Robiąc listy zadań, jak pisałam wcześniej, stosuję kontekst „praca” i „po pracy”. Na sen – uwaga, uwaga – nie stosuję żadnego kontekstu! ;)

Rozdzielam zadania na konkretne dni, a nie na dany tydzień

Mam ustalony MIT tygodnia, więc wiem, co jest najważniejsze w danym tygodniu. Wybierając zadania od razu przypisuję je do danego dnia i mam konkretnie: w ponie­dzia­łek to i to, we wto­rek to i to.

Są zwolennicy innej metody tzn. jest MIT tygodnia i do tego lista zadań i codziennie wybierają sobie, ile i które zrobią, pamiętając, że muszą wszystko zrobić do końca tygodnia. Ja tak nie działam, ponieważ wolę konkret i lepiej pracuje mi się mając małe kroki przed sobą, rozłożone na konkretne dni. I nawet jeśli nastąpią jakieś poślizgi czasowe to jednak mam punkt odniesienia.

Używam Nozbe tylko na dwóch urządzeniach

Aplikacja na Windows: Komputera używam w pracy i wtedy korzystam głównie z listy „praca”.
Aplikacja na iPhone: Służy głównie do listy „po pracy”.

Przegląd tygodnia robię zawsze na komputerze, bo jest wygodniej.

Są różne możliwości korzystania z Nozbe:
– przez przeglądarkę (bez względu na system i urządzenie),
– iOS (iPhone, iPad),
– OSX (Mac),
– Apple Watch,
– Windows,
– Linux,
– Windows Phone (beta).

Ja używam tylko na komputerze (apka na Windows) i telefonie (apka na iPhone).

Jest dużo opcji, ale świadomie ich nie używam

1. Obecnie nie używam etykiet (labeli), ale używam kolorowania projektów i prawdopodobnie to powoduje, że etykiety nie są mi potrzebne.

Dany kolor ma kilka projektów powiązanych ze sobą i na liście są one ustawione obok siebie. Moja lista projektów jest więc krótka (23) i estetyczna (sześć kolorów, kolory ustawione „w blokach”).

Przykład kolorowania projektów i ustawiania ich kolorami „w blokach”:

kolorowa-lista-projektow-nozbe

2. Staram się jak najmniej czasu poświęcać na obsługę Nozbe, czyli te wszystkie etykiety, tagi, notatki, integracje, zaawansowane opcje w komentarzach, różne cuda.

Nozbe ma mnóstwo opcji i to jest super, bo zawsze lepiej mieć jakieś opcje niż ich nie mieć i są momenty, że coś, z czego do tej pory się nie korzystało, zaczyna być przydatne (u mnie: sortowanie i filtrowanie).

Jednak na co dzień lepiej unikać wpadania w wir wykorzystywania wszystkiego, co jest dostępne (na zasadzie: bo jest to dlaczego nie?), bo to powoduje, że zamiast realizować zadania, skupiasz się na kategoryzowani i porządkowaniu, a nie na robieniu.

Prawda jest taka, że naturalnie zaczniesz używać jakiejś funkcji, kiedy będzie Ci ona potrzebna. I nawet nie musisz teraz jej szukać, bo jak tylko pojawi się potrzeba to zaczniesz szukać tej funkcji i – zgadnij co? – znajdziesz tę funkcję od razu, bo ona tam po prostu już będzie! :)

Święta jako zadania

Moje zajęcie na początku każdego roku to zaktualizowanie projektu „święta”, w którym mam zapisane różne święta i urodziny. Te rzeczy są wpisane jako zadania. Nie da się inaczej, jeśli nie używa się kalendarza.

A że niektóre święta są tzw. ruchome to zawsze muszę przejrzeć i pozmieniać daty na bieżący rok.

Ustawiam więc święto w dniu owego święta oraz dodatkowe – odpowiednio wcześniej, np. w przypadku urodzin, aby zdążyć wysłać kartę lub kupić prezent.

Od 6 lat używam

Aplikacja: Newsify

Jak to się zaczęło z RSS?

Od kiedy tylko sięgam pamięcią, korzystam z RSS. Początkowo były to programy-czytniki na komputerze (używałam m.in. RSS Bandit, RSSOwl i FeedDemon), które wyglądem przypominały programy pocztowe i zawsze (!) zawieszały się przy pobieraniu nowych treści.

Następnie miałam fazę na wersję portable owych programów-czytników, bo jak wiadomo, kiedyś nie było czegoś takiego jak synchronizacja między urządzeniami czy chmura, więc program w wersji portable na pendrivie 128 MB dawał namiastkę elastyczności: na każdym kompie można mieć ten sam program, z tymi samymi danymi – wystarczy mieć pendrive i program w wersji portable i podpinać się z tym do dowolnego komputera.

Później nastąpiła era online, więc używałam czegoś, czego już nazwy nie pamiętam, a dopiero później trafiłam na Google Reader. A ten, jak wiadomo, został później zamknięty.

Dalej to już współczesność: testowanie tysięcy aplikacji i korzystanie z dobrodziejstwa synchronizacji (która akurat wtedy nigdy nie działała jak powinna) na pierwszym smartfonie z Androidem, wersje aplikacji offline (bo albo jesteś za granicą, albo za drogie pakiety internetowe), a później już online na smartfonie i tablecie.

Aktualnie mam konto w Feedly, obsługuję to przez Newsify i RSS czytam tylko na iPhonie.

Kocham RSS

Musisz wiedzieć, że jestem wielkim fanem RSS. To jedna z najlepszych rzeczy, jaką wymyślono i naprawdę nie rozumiem, jak można tego nie używać. Z drugiej strony rozumiem, że wydawców stron, którym popularyzacja RSS po prostu nie opłaca się.

Nie mam zielonego pojęcia, jak ludzie żyją bez RSS. Czy:

  • wchodzą codziennie na kilkaset stron?
  • odświeżają stronę kilkanaście razy dziennie i czytają nowe treści?
  • używają Facebooka?
  • korzystają z newslettera?

Wiem, że wiele „zwykłych” osób (czyli takich spoza branży) śledzi różne serwisy przez Facebook czy Twitter i są zadowoleni. W moim przypadku to w ogóle nie wchodzi w grę, bo:

  • interesująca mnie strona/serwis musi mieć konto na Facebooku lub Twitterze, a to akurat w pewnych kręgach nie jest takie oczywiste,
  • większość serwisów traktują społecznościówki jako uzupełnienie, a więc umieszczają tam luźniejsze, uzupełniające treści, a nie wszystkie newsy ze swojej strony,
  • Facebook filtruje tak, że 3/4 treści z obserwowanych serwisów w ogóle mi się nie wyświetla.

RSS zapewnia mi komfort, że wszystko, co pojawia się na stronie danego serwisu, dociera do mnie. Nie muszę wchodzić, sprawdzać czy stresować się, że ominą mnie jakieś informacje, bo np. zeszły już z czołówki albo – jak w przypadku Facebooka – nie pojawiły się, bo algorytm uznał, że tak będzie dla mnie lepiej albo autor treści nie zapłacił Facebookowi za większy zasięg.

Z powodu wielkiej miłości do RSS stosuję tysiące obejść i trików, żeby mieć jakieś źródło przez RSS. Inaczej mówiąc, jeśli jest jakiś serwis, który prowadzony jest tylko na Facebooku czy Twitterze (niestety, są takie…), czytam go przez RSS.

Stosuję strukturę katalogów

Mam dużo kanałów, więc są one posegregowane w katalogach. Są różne szkoły, ja mam skatalogowane tematycznie, bez podziału na języki (mam kanały polskie, angielskie i hiszpańskie).

Czasami omijam pewne katalogi

Dzięki podziałowi tematycznemu mogę świadomie omijać jakieś katalogi (tematy), które nie są mi potrzebne teraz, np. leżąc na wakacjach, popijając drinki z parasolką, dostarczane przez przystojnych, półnagich mężczyzn (jaaaasne…), niekoniecznie mam ochotę czytać kanał RSS Gazety Prawnej. Omijanie katalogów stosuję tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. właśnie powyższy przykład, że jestem na wakacjach.

Czytam albo skanuję

Mimo iż prenumeruję to, co mnie interesuje, to nie wszystkie informacje czytam, np. świadomie pomijam te o zmianach w CIT, bo mnie to nie dotyczy. A jeśli ewentualnie by zaczęło, to do tego czasu przepisy jeszcze się zmienią sto razy i nie ma sensu teraz się tym zajmować.

RSS czytam raz w tygodniu

Czytam zawsze w środę o godz. 18. Nie jest to jakiś wielki rytuał, że siadam z kawą i pogrążam się w lekturze. Po prostu wyciągam telefon i mam lekką, niezobowiązującą lekturę o tej konkretnej porze.

Czasami zdarza się, że czytam w inne dni, bo akurat jest taka okazja. I później już nie czytam w ową środę, bo zrobiłam to już przecież wcześniej.

Być może to wynika ze specyfiki mojej branży i zainteresowań, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby coś mnie ominęło albo żebym odczuła, że jestem niedoinformowana z powodu tego, że czytam RSS raz w tygodniu.

Żyję sobie spokojnie i nie mam potrzeby chodzenia po różnych stronach, bo wiem, że wszystko, co mnie interesuje i jest dla mnie ważne, gromadzi się ładnie w RSS.

Aktualnie czytam tylko na iPhonie

Mając konto w Feedly można korzystać dobrodziejstw synchronizacji między urządzeniami. Mimo to czytam tylko na iPhonie. Powód jest dość prosty: z użytkowania tabletu zrezygnowałam jakiś czas temu, na czytniku ebooków (a więc urządzeniu z ekranem „e-ink”) średnio to wychodzi, a przy komputerze szkoda mi na to czasu (komputer = praca).

Stosuję schemat przetwarzania informacji

Pamiętasz mój schemat? Jeśli coś, co czytam w RSS jest długie, ważne albo wymaga myślenia itp. to działam zgodnie ze schematem – do Nozbe, Pocket lub Evernote.

Wypisuję się z newsletterów i zastępuję je RSS-em

Newslettery to moja pierwsza i wielka miłość. Prywatna i zawodowa. Z newsletterów typowo newsowych powypisywałam się i zastąpiłam je kanałami RSS.

Systematycznie zmniejszam ilość kanałów

Szybko dodaję nowe kanały, ale także szybko je usuwam, gdy zaczynają mnie męczyć. A zmęczyć mnie dość łatwo, np.

1. Za dużo przesłodzonych wpisów reklamowych

Jestem ze starego pokolenia blogerów i nie rozumiem parcia na zarabianie na blogowaniu, ale akceptuję, że tak teraz wygląda świat. Jeśli jednak wpisy reklamowe stanowią połowę wpisów na blogu i jeszcze ociekają od początku do końca lukrem to zwyczajnie tracę szacunek do autora. Po prostu.

2. Za dużo wpisów
Im więcej autor pisze, tym bardziej nabieram przekonania, że nie ma on żadnego zajęcia w życiu, bo kto normalny miałby czas robić codziennie po trzy wpisy? No i ilość nigdy nie idzie w parze z jakością. Powyższa zasada (tzn. męczenia zbyt dużą ilością wpisów) nie dotyczy serwisów newsowych.

3. Słaba jakość
W przypadku tematyki produktywności mam bardzo ostrą selekcję blogów. Czytanie porad o tytule: „3 super sposoby na zwiększenie produktywności”, a w treści 3 nagłówki: „wstań wcześniej, zrób listę zadań, wyłącz Fejsa” i do każdego 3 zdania opisu, sprawiają, że cofam się w rozwoju umysłowym.

Preferuję wpisy może i czasami oczywiste w treści, ale w starym stylu: refleksyjne, szczere, nieco przydługie, z wyraźnie widocznym autorem, stylem, osobowością, bez krzykliwych tytułów czy nagłówków.

Aplikacja: Pocket

Jakiś czas temu zrobiłam porządek w Pocket. I zrobiło mi się bardzo smutno, bo znalazłam ciekawe rozwiązanie marketingowe… sprzed kilku lat. Coś, co wtedy było genialne i zrobiłoby dużo dobrego, dziś jest już nieaktualne.

Wiedza nie jest po to, żeby się podniecać jej posiadaniem czy gromadzeniem, ale po to, żeby z niej korzystać. Ba! Lepiej jest mieć mniej wiedzy, ale dobrze ją wykorzystać niż nieustannie gromadzić i nic z tym nie robić.

To taka refleksja na marginesie w kontekście używania Pocketu.

Dzisiaj kilka słów o Pocket, abyś nie popełniał moich błędów. A jeśli właśnie je popełniasz, to masz teraz okazję, aby to zmienić.

Poniższe wskazówki mogą zostać zastosowane do innego, dowolnego narzędzia.

Zaczynamy od tego, co lubimy najbardziej, a więc zadawania sobie pytań.

Pomijam rozwijanie tematu, co to jest Pocket. Zakładam, że wiesz.

Pytanie 1: Po co mi to narzędzie?

  • Do czego ma mi to służyć?
  • Czy potrzebuję nowego narzędzia do tej spawy? (Czy to coś nie jest czasami dostępne już w czymś, co mam i używam?)

Pytania, które musisz zadawać sobie za każdym razem, kiedy pojawia się coś nowego (serwis, aplikacja, rozwiązanie technologiczne), co próbuje wyszarpać pieniądze z Twojego portfela albo wyszarpać Twój cenny czas.

Pytanie 2: Jak będę to ogarniać?

  • Jak wyobrażam sobie używanie tego narzędzia?

Tego pytania wobec Pocket ja sobie nie zadałam i w miarę upływu czasu stał się on składowiskiem wszystkiego: ciekawych artykułów, listą zadań, pomysłów, rozwiązań, planów itd.

Jeśli Twoje założenie pokrywa się z założeniem twórców, czyli zapisujesz artykuły, które chcesz przeczytać później, to weź pod uwagę moje wskazówki związane z używaniem Pocketu:

1. Ustal, kiedy będziesz czytać te artykuły

Ustal konkretnie (dzień i godzina) i trzymaj się tego. Zrób sobie przypomnienie. Ja czytam RSS-y i Pocket raz w tygodniu. Powtarzam: raz w tygodniu. Serio. Wystarcza, aby być na bieżąco.

Jeśli nie ustalisz konkretnie, a tylko ogólnie typu „jak będę miał czas wieczorami” to – uwierz mi – w dość krótkim czasie ilość artykułów przerośnie Twoje możliwości przerobowe. I wtedy wpadasz w drugą pułapkę: żeby to ogarnąć, zaczniesz używać tagów.

2. Nie stosuj tagów

Tag powodują, że zaczynasz gromadzić. Nie masz gromadzić tylko masz czytać i podejmować dalsze decyzje. Proste?

3. Ustal przepływ informacji

Jeśli już masz ten artykuł w Pocket i został on przeczytany, należy zastanowić się, co z tym dalej zrobić.

Poniżej prezentuję mój schemat przepływu informacji (dla Pocket jest po prawej stronie). Pod zdjęciem omawiam cały schemat.

schemat-przetwarzania0-informacji

(kliknij w obrazek, aby go powiększyć)

Objaśnienie schematu:

Napływające informacje z różnych źródeł można podzielić na:

  • takie, z którymi nic nie trzeba robić (np. newsy o polityce),
  • takie, z którymi coś trzeba zrobić (np. ciekawy tekst, pomysł).

W przypadku tych pierwszych nie podejmujemy żadnych kroków, w przypadku tych drugich – tak.

I tak oto, w tym drugim przypadku (czyli coś z tą informacją trzeba zrobić) stosujemy powyższy schemat. Zatem, informacja przekazywana jest do jednego z trzech programów:

  • jest to jest zadanie, wysyłam do Nozbe,
  • jeśli to jest pomysł wysyłam do Evernote,
  • jeśli to jest tekst do przeczytania, wysyłam do Pocket.

Dalej schemat dla Pocketu jest już jasny. Po przeczytaniu w Pocket:

  • temat jest zakończony: usuwam,
  • temat/tekst jest z jakiegoś powodu ciekawy (np. fajny wywiad): do archiwum tekstów w Evernote,
  • temat jest ciekawym pomysłem (życiowym, firmowym): do notatek z pomysłami w Evernote.

I to by było na tyle. Ale! Mój umysł jest zapominalski i muszę zastosować jeszcze kilka skrótów myślowych pod ikonkami programów. Zatem, tajemnicze frazy pod ikonkami:

  • przejrzysz przy Przeglądzie Tygodnia – ta informacja uspokaja moją głowę, że do tego tematu niebawem wrócę, czyli przy przeglądzie,
  • jest procedura w Nozbe – oznacza tyle, że nie mam się stresować, że zapomnę przejrzeć Evernote, bo mam zapisane, co mam przeglądać i że na tej liście jest zapisane zajrzenie Evernote.

Zapewne Ty możesz to sobie zapisać krócej czy prościej albo nawet wcale! Ja zapisuje w taki sposób, aby było zrozumiałe dla mnie. W przeszłości zdarzało mi się upraszczać hasła, ale efekt był taki, że kilkanaście sekund główkowałam, co to miało niby znaczyć. Dlatego wolę napisać 3 słowa więcej, aby było jasne dla mnie niż jedno, ale niejasne.

Na tym etapie, możesz zadać dwa pytania:

Dlaczego używasz Nozbe do zadań, skoro można zrobić listę zadań w Evernote i używać tam przypomnień?

Nozbe to kombajn do zarządzania zadaniami i projektami, który posiada system powiadomień, powtórek, delegowania, dzielenia i innych udogodnień. Jeśli wystarcza Ci prosta lista zadań to możesz używać czegokolwiek, nawet kartki papieru. U mnie długo w użyciu była kartka i ołówek, ale na pewnym etapie życia zawodowego potrzebny był kombajn. Pisałam o tym tutaj. I od 6 lat używam Nozbe.

Dlaczego po przeczytaniu artykułu w Pocket, jeśli chcesz go zostawić, przerzucasz go do Evernote, zamiast zostawić go w spokoju w archiwum Pocket?

Otóż podczas czyszczenia Pocket, wiele razy okazywało się, że artykuł zapisany w archiwum jakimś cudem nie był dostępny w trybie tekstowym, a ze strony internetowej już zniknął (autor skasował go, serwis przestał istnieć).

I uznałam, że jeśli tekst jest dla mnie ważny to lepiej i bezpieczniej zapisać go w sposób trwały, np. w Evernote (używam płatnej wersji, więc nie muszę się ograniczać) i mam pewność, że ta treść nie zniknie (swoją drogą, w epoce kamienia łupanego, zapisywałam ciekawe teksty w pliku Worda i trzymałam je w katalogu na komputerze i… mam je do dziś).

4. Trzymaj się ustalonego schematu

I nigdy nie dopuszczaj to zastoju.

Jeśli robi się zastój, po prostu przestań dodawać do Pocket nowe treści.

I nie, Drogi Czytelniku, nie chcę słuchać, że i tak dodasz, bo przecież na pewno kiedyś do tego wrócisz.

Uwierz mi – nie wrócisz.

A jeśli wrócisz to w takim pięknym stylu jak ja – kilka tysięcy tekstów, wśród których połowy nie można odczytać, a druga połowa to teksty sprzed kilku lat. I zdołujesz się, bo były to super teksty i pomysły, które gdyby zostały wtedy wdrożone, byłbyś dziś milionerem. A tak? D*pa.

Powodzenia!