Blablabla #4: Jakie książki czytasz prywatnie?

Jestem wielkim fanem literatury faktu. Nałogowo śledzę to, co wydaje się w Polsce w tej kategorii.

Uwielbiam reportaże gazetowe, tę starą szkołę, która wbija w fotel swoją konstrukcją tekstu, że nie możesz potem spać po nocach. Takie perełki jeszcze się zdarzają, choć cały czas nie wiem, czy dobrze napisanych historii jest coraz mniej czy może z wiekim i ilością przeczytanych linijek, coraz trudniej jest mnie, jako Czytelnika, czymś zaskoczyć.

Chętnie czytam biografie, od kiedy pisze się je w zupełnie inny sposób niż kiedyś.

Śledzę wydawnictwa niszowe, bo tam pojawiają się perełki wydawnicza np. „Lekcje chińskiego” (dla tej książki, kilka lat temu, wzięłam sobie jeden dzień wolnego w pracy, bo nie mogłam się od niej oderwać).

Średnio mnie przekonują wymyślane historie, dlatego rzadko czytam powieści. Rzadko oznacza „rzadko”, a nie „wcale”, więc nie mogłam nie przeczytać, np. Millenium. Omijam fantastykę, ale przeczytałam kiedyś „Paradyzję” (Janusz Zajdel) i przymierzam się do twórczości Lema.

W czasach liceum czytałam tzw. ambitną literaturę, różnych kultowych, cenionych autorów (pisałam już gdzieś, że jestem fanem Hłaski?). Aktualnie nie czytam nic takiego, bo chyba wszystko, co warte przeczytania, już przeczytałam. ;) I nie boję się przyznać, że „Nieznośna lekkość bytu” Kundery była śmiertelnie nudna. Albo jestem na tę lekturę za głupia – też całkiem możliwe.

Kiedyś czytałam sporo poradników typowo motywacyjno-biznesowych. Aktualnie omijam tę tematykę, bo mam wrażenie, że ciągle czytam o tym samym. Co miałam się dowiedzieć w dziedzinie produktywności to już wiem. Teraz pozostało zapier***ać. ;)

Po angielsku czytam książki pisane prostym językiem, np. ostatnio „Delivering happiness”. Po hiszpańsku, póki co, książek nie czytam (na razie próbuję czytać artykuły z El Mundo).