Coś, co jest atrakcyjne dla innych, nie musi być takie dla Ciebie!

I tak oto, kiedy masz propozycję napisania kolejnej książki, artykułu, bycia na okładce jakiegoś magazynu (ale nie tego, co myślisz…), udzielenia wywiadu, poprowadzenia szkolenia, wzięcia udziału w super biznesie, sprzedaniu swojej firmy, mówisz: „Nie, dziękuję”, bo zwyczajnie tego nie chcesz.

W tym samym momencie odzywa się rodzina, znajomi, fani, psychofani i sąsiadka z drugiego piętra: „Odmówiłaś im? Im? IMMMM?!!! No chyba żartujesz… Taka okazja, taka kasa, taki lans, sami się zgłosili, a Ty im odmawiasz?! O matko, ale Ty głupia jesteeeeeś!”.

I zaczyna się… „Może faktycznie źle, że odmawiam? Jednak to +10 do lansu i awansu i w ogóle pewnie jakaś szansa i takie tam”.

I męczysz się i dręczysz myślami, co by było gdyby…

I tak jest zawsze

Zawsze. Historia ciągle się powtarza, jak żyję 30 lat na tym świecie. A mimo to cały czas popełniam ten sam błąd (rozmyślanie nad podjętą decyzją), zamiast wyciągać wnioski.

Zatem wyciągnijmy wreszcie wnioski.

Pytamy siebie: Jak to się zawsze kończy?

Z doświadczenia wiem, że u mnie zawsze kończy się tak samo, czyli:

1. Jeśli czegoś nie chcę i się nie zgodzę

… długo jeszcze słucham argumentów o tym, ile to mam szans w życiu i jak to nie potrafię z nich korzystać i kim to ja bym teraz nie była, gdybym tylko zachowywała się jak normalny, rozsądny człowiek i zgadzała się na te wszystkie super propozycje.

I zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze zrobiłam. I wbijam sobie do głowy, że przecież naprawdę dobrze zrobiłam, bo po co mam robić coś, co mi się nie podoba i czego nie chcę?

A później te sytuacje albo znikają z pola widzenia i nie wiem, co by było gdyby, albo wracają i po latach, okazuje się, że odmowa to był dobry wybór.

2. Jeśli czegoś nie chcę, ale się zgodzę

… pod wpływem kogokolwiek lub czegokolwiek, to zawsze, ale to zawsze (podkreślam po raz kolejny: zawsze) kończy się to katastrofą, a więc: robię to, czego nie czuję, nie chcę, nie rozumiem, żałuję i codziennie wstaję z pytaniem: „Po ch** ja się na to godziłam? No po ch**?!”.

I depresja.

I długo myślę i próbuję się wyplątać wszystkimi możliwymi sposobami, najszybciej jak tylko się da (jeśli się da…).

Bo najlepsze, co można zrobić to… wycofać się. To oznacza, że trzeba spojrzeć w lustro, ludziom w oczy i znieść pretensje, że się wycofujesz. I wtedy wygląda to tak:
– To po co się godziłaś, skoro się teraz wycofujesz?
– Bo mnie zmusiłeś?
– Jaaaaa?
– Tak, bo gadałeś, że to okazja i że będę głupia jak nie skorzystam, więc się zgodziłam.
– Ja Cię nie zmusiłem, powiedziałem tylko, jak jest, a Ty podejmujesz decyzję.
– Ale jak to bym odrzuciła to byś mi gadał, że ją odrzuciłam i że jestem głupia.
– No tak, bo to jest okazja i byłabyś głupia, gdybyś nie skorzystała.
– No, ale mi się to nie podoba i nie chcę tego robić!
– No, ale jak można nie chcieć takiej okazji?!
[i dalej dialog ciągnie się równie bezsensownie…]

Jaki z tego wniosek?

Słuchaj SIEBIE.

Sytuacja, która dla innych jest atrakcyjna, nie musi być taka dla Ciebie.

Jeśli nie czujesz, żeby to było to, czego chcesz to znaczy, że tego nie chcesz.

To, że inni coś lubią, nie oznacza, że Ty musisz lubić to samo.

Coś, co jest okazją w oczach innych, dla Ciebie wcale nie musi być atrakcyjne.

Zadanie na dziś

Proponuję proste ćwiczenie, w ramach oswajania się z faktem, że Ty i reszta świata niekoniecznie macie te same wizje, co jest dla Was fajne.

Znajdź kilka sytuacji, które są atrakcyjne dla innych, a dla Ciebie nie są i obok nich wstaw swoje atrakcje. Na zachętę przestawiam moje:

Inni Ja
tenis badminton
bieganie chodzenie
imprezy czytanie książek
filmy książki
Instapaper Pocket
długopis ołówek
Coca Cola Muszynianka

Rób to, co jest dla CIEBIE atrakcyjne, a nie dla Twojego otoczenia.