Wyrwane z kontekstu #51

Są takie relacje, które nas bardzo obciążają. I przed nimi trzeba się chronić, bo ostatecznie wynika z nich więcej szkody niż dobra – angażują nasz czas, uwagę, nasze siły i emocje, sprawiają, że nie zajmujemy się sprawami, gdzie naprawdę jest szansa wydobycia dobra i sensu.

Będziemy wiecznie ciągnąć kogoś z jego dołków, a on nad sobą w ogóle nie pracuje, wymaga nieustannej pomocy i uwagi i na przykład odciąga nas od naszych powinności bycia przede wszystkim troskliwym ojcem czy matką. No trudno, trzeba powiedzieć: nie jestem psychologiem, nie jestem w stanie ci pomóc, nie rozwiążę za ciebie twoich problemów, to nie jest możliwe.

U mnie w rodzinie są też takie relacje, gdzie wiadomo że to dalej nie pójdzie, że drepczemy w miejscu. Niby proste, a jednak, kiedy mówię, że są w moim życiu osoby, z którymi nie chce mieć kontaktu, wielu podnosi larum: niby taki fajny ksiądz, a tu taka deklaracja.

Często idealizujemy nasze bycie z innymi. Trzeba iść dalej. Wiesz o czym mówię – nie jesteś w stanie wszystkich potrzebujących nieść na swoich barkach. Te osoby muszą również nauczyć się ponosić konsekwencje swoich wyborów. Tak jest, że pewne relacje w naszym życiu pielęgnujemy, a inne się rozluźniają. Z pewnymi osobami nasze drogi się rozchodzą – każdy z nas musi iść własną.

źródło: Szału nie ma, jest rak