Wyrwane z kontekstu #50

Często nam się wydaje, że będziemy mieli nieograniczony czas na szukanie szczęścia, rzeczy dla nas najważniejszych. Zawsze, kiedy odkładamy na nieokreśloną przyszłość tego rodzaju poszukiwania, może się nagle okazać, że życie przeciekało przez palce, że nie umieliśmy go należycie doceniać i smakować.

Każda ciężka choroba uświadamia człowiekowi kruchość egzystencji i może przywrócić jej prawdziwą wartość oraz smak. Unosi się kurtyna, która przesłaniała dotąd widzenie wielu wspaniałych rzeczy. Dawniej wydawały się zbyt oczywiste, aby można je było należycie docenić. W chwilach takiej próby życie nabiera nieznanej dotąd intensywności.

Człowiek odkrywa, że często nie potrafił dostrzec i świadomie korzystać z wielu przechodzących tuż obok przyjemnych chwil. Można je odnaleźć codziennie w ciepłym uśmiechu drugiego człowieka, sympatycznej rozmowie, miłym spotkaniu, spacerze, pięknie porannego wschodu słońca, kupnie drobiazgu, który sprawia przyjemność itd.

Bądźmy wdzięczni losowi, że znamy ludzi, którym na nas zależy, że w domu czeka na nas ktoś bliski; bądźmy wdzięczni za dar istnienia i możliwość cieszenia się kolejnym dniem.

Nie koncentrujmy się wyłącznie na problemach i wielkich, dalekosiężnych celach. Róbmy sobie jak najczęściej małe przyjemności i znajdźmy w nich radość. Jeśli nie będziemy potrafili się cieszyć się z takich przejawów życia, nigdy nie sprawi nam ono radości.

Człowiek szczęśliwy ma moc sprawczą – kiedy zachoruje, może skutecznie mobilizować i wspomagać swój organizm w procesie zdrowienia. Szczęście jest największym wrogiem raka.

źródło: Żyj najlepiej jak potrafisz. Świadectwa ludzi, którzy wygrali z rakiem