Zadanie w 5 minut

Gdzieś ostatnio czytałam o sposobie sprzątania w 5 minut. Generalnie lubię sprzątanie. Gotowanie też. I prasowanie też. Serio. Wszystkie te czynności sprawiają mi przyjemność, bo traktuję je jako odpoczynek od pracy (wiem, marnuję czas, powinnam komuś to zlecić i sama zająć się czymś naprawdę ekstra, bo wszystko, czego się dotkniemy musi być takie cool, wow i w ogóle; mam nadzieję, że wyczuwasz ironię).

Są jednak takie dni, kiedy nic się człowiekowi nie chce. Nic. Wtedy ustalam minutnik na 5 minut. Zasada jest taka:

Ile zrobię, to zrobię

Zaskakujące jest to, jak wiele można zrobić w pięć minut, żeby nie powiedzieć, że całą robotę można zrobić w pięć minut. Umycie łazienki (wanna, umywalka, lustro, krany, podłoga) – serio, zajęło mi to wszystko 5 minut! (fakt, tempo pracy było dość konkretne).

Podobnie jest w pracy, jeśli masz oddać raport szefowi za godzinę to będzie to najproduktywniejsza godzina w Twoim życiu i w tym czasie zrobisz więcej niż siedząc nad raportem przez ostatni tydzień.

Pięć minut stosuję też w pracy. Jeśli czegoś bardzo, ale to bardzo nie chcę mi się robić, ustalam, że zajmę się tym tylko przez 5 minut, a potem to się zobaczy. I kiedy wybija koniec pięciu minut, okazuje się, że albo jest prawie zrobione (wtedy dokańczam), albo robota idzie całkiem sprawnie (i robię dalej).