Wyrwane z kontekstu #37

Tryska Pani energią i optymizmem. Nie wścieka się Pani czasem na życie, że kalectwo dotknęło akurat Panią?

Wściekam się, a jakże! Zwłaszcza w takich momentach, gdy na podłogę spadnie mi igła i za żadne skarby świata nie mogę jej znaleźć. Nie są to jednak wyrzuty i pretensje. W takich momentach uświadamiam sobie raczej, że gdybym była w pełni zdrowa, mogłabym wykorzystać więcej okazji do bycia dobrą i pomocną dla innych. Robię co w mojej mocy, ale niestety brak wzroku czasem mocno ogranicza moje możliwości w różnych dziedzinach. Ale co tam! Założę się, że pani też nie wszystko potrafi, mimo zdrowych oczu. Mam rację?

Zgadza się, nie potrafię wielu rzeczy, nawet tych najprostszych. Nie umiem na przykład nadmuchać balona i właściwie ugotować jajka na miękko. Mówię sobie: trudno, będzie trzeba jakoś z tym żyć.
Właśnie. Ja moje ograniczenia staram się traktować podobnie. Nie wszystko muszę umieć. Jestem tylko człowiekiem.

źródło: wywiad z emerytowaną, niewidomą nauczycielką