Moja psychologia promocji

Nie lubię promocji. I piszę to jako klient.

Najczęściej, poza jedzeniem, kupuję… książki (papierowe i elektroniczne).

Kiedy kupię w normalnej cenie

… a potem widzę to w promocji (w przypadku ebooków ostatnio promocje są naprawdę duże), czuję się jak idiota. Czuję, że dałam się oszukać, kupując po normalnej cenie. Inaczej mówiąc jako klient, który zapłacił więcej, nie prosił o rabaty i jest skłonny zawsze płacić tyle, ile chcą, bo potrzebuję tego produktu, mam poczucie, że ktoś mnie w momencie zakupu – że tak brzydko powiem – wydymał po całości. Niemiłe uczucie, zwłaszcza dla kobiety. ;)

Kiedy kupię w promocji

… a potem widzę to w normalnej cenie, uruchamia mi się myślenie zawodowe pt. „Nie ma darmowego lunchu”, czyli w tym przypadku albo ktoś na tym stracił, że mi to tak tanio sprzedał (cudów nie ma – znam rynek wydawniczy), albo za tę obniżkę przyjdzie mi zapłacić w późniejszym czasie (np. podwyżka cen, bankructwo i brak tego wydawcy na rynku, opóźnienia itp).

I tak źle, i tak niedobrze

Może więc po prostu nie powinno się stwarzać sytuacji, w której człowiek ma możliwość choćby pomyślenia (nie mówiąc już o zobaczeniu!), że coś może być inaczej niż to, co obecnie widzi? Bo jeśli czegoś się nie zna, to nie ma się poczucia, że się traci.