Jak zdać egzamin na prawo jazdy?

Miało być o egzaminie na prawo jazdy od strony psychologicznej. Od zdania minął tydzień, więc napiszę, póki jeszcze pamiętam.

1. Solidne przygotowanie

Do instruktora trafiłam poprzez rekomendacje, które były poparte nie tylko subiektywnymi odczuciami kursantów (spokojny, konkretny gość), ale też faktami (każdy, kogo znałam i u niego jeździł, zdał za pierwszym razem).

Po 30 godzinach jazdy mistrzem na pewno się nie jest, ale mając dobrego instruktora można przez ten czas nauczyć się jeździć i myśleć. Reszta przyjdzie wraz z doświadczeniem.

2. Luźne podejście

To niestety nie buduje się od razu. Pokażę na moim przykładzie.

Mam 28 lat. Teoretycznie od 10 lat powinnam mieć prawko. W praktyce, gdybym poszła na kurs mając lat 18 albo nawet 25, wątpię, abym zdała egzamin. Nie ten czas, nie ten moment w życiu. Owszem, najlepszy czas nigdy nie nadchodzi, ale jest istotna różnica między:
„nie chcę tego” (u mnie: lat 18)
a
„chcę tego, choć wiem, że będzie trudno” (u mnie: lat 28)

Mam poukładane w głowie. Z uwagi na wiek, jakieś tam już doświadczenie życiowe, myślę i analizuję za kierownicą nieco inaczej niż ktoś, kto ma lat 18.

Nie jest to mój pierwszy egzamin. Jeśli masz lat 18, to egzamin na prawko jest pierwszym Twoim poważnym egzaminem w życiu (matura będzie następna) i to powoduje ogromny stres. Jeśli masz lat 28, skończone studia i jakieś tam doświadczenie, np. z różnymi ludźmi, instytucjami, urzędami, to znasz siebie, swoje reakcje i masz większe obycie w typowo formalnych kontaktach.

Lubię swoje życie i swoją pracę. Jeśli jesteś zadowolony ze swojego życia, to ewentualne oblanie egzaminu nie jest dla Ciebie problemem. Pewnie, że trochę zaboli, ale szybko się pozbierasz, bo masz punkt odniesienia w postaci swojego szczęśliwego życia.

Prawko nie jest mi potrzebne. Jeśli masz presję, że potrzebujesz czegoś do pracy albo tu i teraz, to bardziej się spinasz. W moim przypadku była to potrzeba ogólna i bliżej nieokreślona tzn. „chciałabym móc pojechać z dzieckiem do lekarza” (na razie dzieci nie mam) albo „chciałabym, żeby Jedyny mógł sobie wypić i ja bym mogła prowadzić w drodze powrotnej” (do tej pory zawsze prowadził i nie było problemów, ale niech też czasami ma coś z życia).

Nie mam żadnej presji ze strony rodziny. Że dali pieniądze na kurs i egzamin, że mają cudowne dziecko, które jest przecież takie wspaniałe, mądre i nigdy ich jeszcze nie zawiodło. Znacie te hasła? Otóż to!

3. Wygodny strój

Formalnie jest to egzamin państwowy. W praktyce nikt nie oczekuje, że przyjdziesz w garniturze. Warto z tego skorzystać i przyjść w tym, w czym czujesz się najlepiej lub w czym chodzisz na co dzień (egzaminatorzy widzieli już tyle, że naprawdę niczym ich nie zaskoczysz). W moim przypadku były to ulubione ciuchy 4f (bojówki + bluzka) i – z uwagi na specyfikę egzaminu – zwykłe, czarne trampki, w których wcześniej jeździłam na kursie.

Z części teoretycznej

Przed salą stało 18 osób i ja już wiedziałam, kto nie zda teorii. Nie pomyliłam się – dokładnie te osoby nie zdały. Niepewność widać od razu – w gestach i zachowaniu.

Z części praktycznej

Po zerowe, wybierz optymalna godzinę. Między godziną 8 a 9 ludzie śpieszą się do pracy, w okolicach godz. 16 wracają do domów. W tym czasie nie ma co liczyć na puste ulice albo uprzejmość innych kierowców.

Autentyczny, znany mi przykład: Egzamin praktyczny na 7 rano. Aby dojechać, trzeba wstać na pociąg, który odjeżdża o piątej z kawałkiem, czyli trzeba wstać po czwartej. Dojeżdżamy przed czasem. Od godz. 7 czekamy na swoją kolejkę godzinę albo i półtorej, czyli wyjeżdżamy na miasto dokładnie między 8 a 9 rano…

Czy to oznacza, że nie ma możliwości zdania w tych godzinach? Absolutnie nie! Chodzi tylko o to, że jeśli jest możliwość wybrania dogodnej godziny i zmniejszenia ryzyka wystąpienia niemiłych sytuacji, to dlaczego z tego nie skorzystać?

Po pierwsze, nigdy, nigdy, nigdy nie daj sie sprowokować. Egzaminator trochę komentował moje manewry – że za szybko albo za wolno, za mocno albo za słabo. Gorzej niż baba. ;) Początkowo sądziłam, że mnie podpuszcza i sprawdza moją odporność na różne rady pasażerów. Później okazało się, że on tak na serio.

Po drugie, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pan był dość nerwowy, z dużego miasta, przyzwyczajony do stania w korkach i później nadrabiania czasu. Dlatego chwilami krzywił się, bo według niego niepotrzebnie się zatrzymałam. Tymczasem, gdybym przejechała, powiedziałby, że to było wymuszenie pierwszeństwa. I na tę kwestię dowolności interpretacji bardzo mocno uczulał mnie instruktor. Lepiej więc wysłuchiwać „byśmy zdążyli” niż „wymusiła Pani pierwszeństwo, koniec egzaminu”. Ostatecznie to ja trzymam kierownicę i to ja decyduję oraz ponoszę konsekwencje swoich decyzji.

Po trzecie, każdy jeździ inaczej. 10 osób dany manewr wykonałoby na 10 różnych sposobów. W Polsce, gdzie każdy zna się na wszystkim i wszystko zrobiłby lepiej niż inni, nawet nie ma sensu brać czegoś do siebie. Ty jedziesz i Ty oceniasz, czy zdążysz czy nie. I konsekwencje tych decyzji także ponosisz Ty – zwłaszcza, gdy okazałoby się, że jednak nie zdążyłeś, choć Twój pasażer twierdził, że przecież zdążysz i właśnie go posłuchałeś.

To tak, jak z prowadzeniem firmy – wszyscy wokół wiedzą lepiej jak powinieneś ją prowadzić. W ostateczności jednak oni siedzą na swoim państwowym etacie, a Ty dzięki ich wskazówkom bankrutujesz.

Po czwarte, nie daj się wciągnąć w dyskusję. Egzaminator to nie jest właściwa osoba do wymiany poglądów (zwłaszcza gdy macie odmienne), a egzamin to nie jest miejsce na tego typu rozważania. Każdą uwagę zawsze traktuj jako czyjąś opinię, a jak wiemy, każdy ma prawo mieć swoją opinię i ją wyrażać. Ostateczne to Ty trzymasz kierownicę i Ty podejmujesz decyzję.

Po piąte, druga strona ocenia tylko po tym, co widzi tu i teraz. Egzaminator nie wie, jak zachowujesz się w normalnej, nieegzaminacyjnej atmosferze. Cóż, szukanie przycisku świateł awaryjnych w okolicach włącznika wycieraczek nie wyglądało z mojej strony zbyt profesjonalnie. :)

Po szóste, nie zastanawiaj się. Zarówno na kursie, jak i na egzaminie, w momencie gdy zaczynałam się zastanawiać, popełniałam błędy. To trochę tak jak wstajesz rano i idziesz. Jeśli zaczniesz zastanawiać się, jak to się dzieje, że idziesz, na pewno się przewrócisz. Nie zastanawiaj się. Zaufaj sobie i swoim wyuczonym na kursie odruchom – jedynka, dwójka, trójka, czwórka, dwójka, trójka, dwójka, kierunkowskaz, jedynka, puścić tych z prawej i naprzeciwka, ogarnąć lusterka, pieszych, rowerzystów, motory, wymuszających i… rura. :)