O cyklu „Wyrwane z kontekstu”

Bardzo lubię na tym blogu cykl „Wyrwane z kontekstu”. Mam nadzieję, że Ty też. Zawsze to jakaś okazja, żeby mnie nie czytać.

Pierwsza bolesna przygoda

Miała ona miejsce w liceum, kiedy skorzystałam po raz pierwszy z bazy cytatów, a nie z własnej głowy. Sartre miał powiedzieć, że nie ma nic wspanialszego dla człowieka niż drugi człowiek. Inny cytat tego filozofa informował, że piekło to inni ludzie.

Na podstawie tych dwóch cytatów z bazy, nie znając ich źródła, napisałam esej, wymyślając takie teorie, że głowa boli. W czasach, kiedy uczyłam się i studiowałam, własne interpretacje i lektury nadobowiązkowe były bardzo mile widziane, więc z prac pisemnych, dostawałam zawsze najlepsze oceny w klasie i na roku (na studiach), choć uczniem i studentem ogólnie byłam przeciętnym, a może nawet poniżej przeciętnej.

Po pierwszej poważnej historii z manipulacją cytatami, uznałam, że powoływanie się na cytaty z bazy, a więc bez osobistej znajomości źródła, mija się z celem. I nie chodzi tu tylko o odbiorców mojej twórczości, których ja oszukuję, ale także o mnie jako odbiorcę tychże cytatów i twórczości innych osób, bo wtedy ktoś mnie oszukuje.

Wszyscy jesteśmy ofiarami cytatów

W Sieci znajdziesz mnóstwo cytatów wybitnych postaci. I często nie ma źródeł. Jeśli są, to przynajmniej wiesz, gdzie szukać. Jednak, czy weryfikujesz cytat, zanim się na niego powołasz? Nie.

Być może dane słowa padły, być może nie. Być może były tylko cytowane przez daną osobę i cytującemu przypisano ich autorstwo (patrz: sprawa „z gejami dajmy sobie spokój…” – poseł Węgrzyn cytował kolegę z komisji, Andrzeja Czumę) albo są podane w najgorszym tłumaczeniu, jakie pojawiło się na rynku wydawniczym.

I jak w przypadku wspomnianego wcześniej Sartre – dwa różne, skrajne cytaty, których zacytowanie (czyli także powołanie się na autorytet autora słów) może posłużyć różnym, skrajnym grupom do poparcia i uzasadnienia swojej wizji świata.

Cytat idealny

Dlatego moje „Wyrwane z kontekstu” mają taki kształt, jaki chciałabym sama otrzymać jako Czytelnik – cytat, źródło, czasami też szerszy kontekst, jeśli sam cytat byłby niejasny. I wiem, że sprawdzone u źródła przez kogoś (w tym przypadku przeze mnie).

Czyli cytat nie z bazy cytatów, ale realnie przeczytany w tekście źródłowym. Zawsze.

Jak powstaje cykl „Wyrwane z kontekstu”?

Bardzo prosto. Czytam dużo. Kiedy w trakcie czytania czegokolwiek pojawia się bliżej nieokreślony błysk w głowie, wtedy wrzucam sobie cytat do brudnopisów.

Aktualnie w brudnopisie mam 166 wpisów (zobacz: wpis o… wpisach). I jest wiele spraw, o których chciałabym opowiedzieć Czytelnikowi. I nagle podczas czytania trafiam na fragment, który jest dokładnie tym, co chcę przekazać, ale jest w lepszej formie – celnie, krótko, ale jednocześnie głęboko dotyka sedna sprawy. Tak głęboko, że czasami po przeczytaniu danego fragmentu przechodzą mnie ciarki. Serio.

Po co więc męczyć Czytelnika moimi wywodami, skoro ktoś już to trafniej określił? Wtedy powstaje wpis do „Wyrwane z kontekstu”.