Palenie w piecu a produktywność

Mamy tzw. sezon grzewczy, więc opowiem Ci pewną historię. Okazuje się, że produktywność jest nawet tam, gdzie teoretycznie jej nie ma.

Najlepiej przygotuj sobie herbatę i czytaj dalej.

Lecimy:

W dzieciństwie jednym z moich domowych obowiązków było palenie w piecu kaflowym (mieszkaliśmy w centrum miasta, ale w starym budownictwie). Oprócz pieca mieliśmy ogrzewanie na prąd, ale z uwagi na koszty było ono traktowane jako uzupełnienie, a nie podstawa.

Zgodnie z opisywaną wcześniej zasadą, po szkoleniu, doglądaniu i późniejszym towarzystwie starszego brata, zaczęłam palić w piecu samodzielnie.

Procedura wyglądała następująco:

  1. Raz w roku jakaś firma przywoziła węgiel, który należało wrzucić do schowka na dworze. Czynność tę wykonywała osoba, która była akurat w domu, więc ja, brat lub wspólnie. Pod koniec liceum pamiętam, że spojrzałam na tę tonę węgla i wyobraziłam sobie, jak łatwo byłoby ją przenieść metodą „kopiuj-wklej”. Niestety trzeba było machać łopatą.
  2. W okresie jesienno-zimowym, codziennie paliliśmy w piecu. Wcześniej jednak należało iść po węgiel (3/4 wiadra) i drewno na rozpalenie (ilość według uznania i umiejętności palącego). Jeśli gotowego drewna nie było (a zwykle nie było, bo brat nie miał w zwyczaju przygotowywania na zapas), należało je porąbać samemu – dużą, ciężką siekierą. Po latach mama powiedziała, że zawsze bała się, czy nie spalimy domu albo nie odrąbiemy sobie kończyn.

Z produktywnością jest jak z paleniem w piecu

To niesamowite, że palenie w piecu doskonale obrazuje produktywność i zarządzanie sobą, projektami, pracownikami.

Zobacz:

Technika

  1. Samo się nie zrobi. Pamiętasz ten wpis? Jest mi źle, ciężko, zimno, nikt mnie nie kocha, ale… samo się przecież nie napali. Chcesz mieć ciepło – napal w piecu. Chcesz mieć kondycję – ćwicz. Prosta, uniwersalna zasada.
  2. Przygotuj się. Możesz wcześniej porąbać drewno i przygotować wiadro z węglem (szczególnie rąbanie przy -20 stopniach nie jest zbyt przyjemne i precyzyjne). Dzięki temu przygotowaniu łatwiej będzie zacząć. Ten system to nic innego jak słynny już stosik z ubraniami.
  3. Plan to podstawa.Wiesz, co i jak masz zrobić, jakie kroki składają się na realizację, ile zajmuje to czasu i czy można przy tej czynności wykonywać jakieś inne.
  4. Zaplanuj awaryjne rozwiązania. Rozpalanie w piecu to najgorsza czynność, zwłaszcza gdy w głowie masz presję pt. „Jeśli się nie uda, to będzie dzisiaj zimno całej rodzinie”. Świadomość, że od Ciebie zależy powodzenie całej operacji, jest naprawdę obciążająca. Znajdź alternatywy, które można zastosować na wypadek, gdyby coś się nie udało. Nie chodzi o to, aby ich użyć, ale o sam fakt, że są – to spowoduje spokój umysłu.
  5. Pierwszy, zaplanowany krok. Podstawa to dobrze zacząć. Jeśli wrzucisz węgiel i podłożysz ogień, nigdy się nie rozpali. Na rozpalenie musisz zaplanować czas i mieć sposób. Głupie książki motywacyjne mówią „próbuj”. Owszem, ale próbuj z głową, korzystając z wiedzy, która jest dostępna na ten temat.
  6. Dorzucaj do pieca. Duma z rozpalenia ognia wywołuje euforię. Nie daj się ponieść emocjom. Pamiętaj, że celem jest uzyskanie ciepła poprzez napalenie w piecu, a nie samo rozpalenie. Poza tym łatwiej jest dorzucać i podtrzymywać ogień niż rozpalać go na nowo.
  7. Cały czas pilnuj swojego ognia. Nie odchodź na zbyt długo i miej na oku całą sytuację – czy nadal się pali, czy trzeba dorzucić węgiel, czy jakiś palący się kawałek nie wypadł na zewnątrz.

Kaloryczność

  1. Jeśli zależy Ci na tym, aby po prostu się paliło, to możesz wrzucać papier, który pali się szybko i mieć poczucie, że przecież jest ogień. I tak spędzić cały dzień… Czy będzie ciepło? Nie.
  2. Jeśli zależy Ci na tym, aby było ciepło, zainwestuj w dobry materiał opałowy.

Podsumowanie

Technika + Kaloryczność = Będzie dobrze!