Jak ogarnąć swoje 24 godziny?

Doba ma 24 godziny:

  • 8 godzin na pracę,
  • 8 godzin na sen,
  • 8 godzin na rozrywkę.

Genialne w swojej prostocie. Spróbujmy przeanalizować kilka spraw i wyciągnąć wnioski. Będzie dobrze!

Dokładna analiza schematu. Jeśli uważasz, że nie masz na coś czasu, przeanalizuj swój schemat 3×8 godzin.

Poza analizą, zastanów się także nad swoimi celami. Być może okaże się, że nie masz na nic czasu, bo:

  • źle ustalasz priorytety (rozwinę to w dalszej części wpisu),
  • chcesz coś zrobić, ale w gruncie rzeczy… nie chcesz (pisałam o tym jakiś czas temu).

Trzymaj się schematu. Jako że od 10 lat zajmuję się biznesem, wiem po sobie, że elastyczny czas pracy to mit, który powielają „głupio-mądrzy” doradcy lub motywatorzy, a łykają to młodzi freelancerzy lub początkujący właściciele firm (tak, ja też to łykałam, kiedy zaczynałam).

Aby nie oszaleć, potrzebna jest równowaga między życiem a pracą. Taką równowagę zapewnia schemat 3×8.

I choć na pewno lubisz swoją pracę (ja moją bardzo), pamiętaj, że ZAWSZE będzie więcej zadań do zrobienia niż czasu na ich wykonanie.

Umiejętność zajmowania się ważnymi rzeczami (szerzej o tym w dalszej części wpisu) to tak samo ważna sprawa jak równowaga między pracą a czasem wolnym, czyli po prostu życiem.

Elastyczny czas pracy, a więc bez jasnego podziału, powoduje, że nie ma granic i tak naprawdę albo nie pracujesz wcale, albo zawsze pracujesz (tj. cały dzień, ale po trochu). W efekcie:

  • nie masz kontroli nad czasem pracy,
  • masz wrażenie ciągłego bycia w pracy,
  • rodzina, zwłaszcza gdy pracuje „normalnie”, jest zawsze wkurzona, bo ciągle coś dłubiesz i masz do zrobienia, więc nigdy nie ma Cię na 100% dla siebie.

Żongluj godzinami. Czasu dojazdu nie licz jako pracę, ale jako rozrywkę i czytaj w tym czasie książki. Poza tym możesz podzielić blok pracy na bardziej elastyczny (np. 2×4 godziny), ale musi to być podział jasny, uzasadniony i sumować się na 8 godzin pracy, a nie na 16.

Kilka lat temu, będąc jeszcze na studiach, pracowałam nad pewnym projektem. Zaczęłam sumować czas pracy i okazało się, że pracuję 16 godzin dziennie (trochę rano, trochę między wykładami lub… na wykładach, trochę w środku nocy itd). Jak się domyślasz, moje życie towarzyskie oraz zdrowie psychiczne zostało wtedy dość poważnie nadwyrężone. A całość z efektywnością też nie miała zbyt wiele wspólnego.

Jaka rozrywka? Ogarnia Cię przerażenie, kiedy myślisz o tych 8 godzinach wolnego? Jeśli tak, to oznacza, że zdecydowanie za dużo pracujesz i – kiedy pojawia się puste, długie okienko w harmonogramie – nie masz pomysłu na czas wolny. Tę kwestię też sobie przemyśl.

Wyśpij się. Nie polecam skracania godzin snu, jeśli nie jest to konieczne. Każdy ma swój rytm, ale mamy też tendencję do wmawiania sobie i otoczeniu, że potrzebujemy mniej snu niż inni. Ot, takie bohaterstwo, a w wydaniu mężczyzn właściwie już standard.

Bywają okresy w życiu, że sypiamy mniej (np. sesja, kończenie projektu, stres), ale osobiście nie znam nikogo, kto na dłuższa metę i to bez drzemek w ciągu dnia, będzie na co dzień wypoczęty po mniej niż 7-8 godzinach.

Priorytety. Gdy nie zdążysz czegoś zrobić w pracy, pozostaw to na jutro. Świat się nie zawali. Jeśli sądzisz inaczej, to popracuj jeszcze nad nadawaniem priorytetów. Zobacz:

Jeśli to zadanie było takie ważne, to dlaczego nie zostało zrobione wcześniej? Bo były inne ważne zadania – powiesz. Ok, ale czy tamte inne zadania faktycznie były ważniejsze niż to, które nie zostało zrobione? Odpowiesz, że tak, ale ja powiem Ci – nie. I wiem, że za to mnie nie lubisz. ;)

Racjonalne ocenianie, które zadania są ważne to nieustanna walka z własnym umysłem, przekonaniami i – przede wszystkim – presją otoczenia. Najczęściej właśnie to otoczenie (współpracownicy) zasypując nas swoimi sprawami (zawsze oczywiście najważniejszymi w ich mniemaniu) i to powoduje, że mamy problem z priorytetami. Dzieje się tak, bo:

  • nie chcemy odmówić – zlecone nam zadanie jest łatwiejsze i przyjemniejsze niż to, które powinniśmy wykonać, więc robimy to lżejsze czy mniej ważne i mamy poczucie, że przecież pracujemy,
  • nie potrafimy odmówić – nie chcemy wyjść na niekoleżeńskich, nie umiemy stawiać granic, boimy się reakcji osoby, której odmawiamy,

więc przesuwamy swoje sprawy (lub sprawy dla nas naprawdę ważne), aby zajmować się błahostkami.

Rozdzielaj obowiązki domowe. 8 godzin na rozrywkę obejmuje nie tylko zabawę i czas dla rodziny, ale także wszelkie sprawy i obowiązki na rzecz domu.

  • Jeśli jesteś kobietą, to masz tendencję do robienia wszystkiego samodzielnie („bo będzie po mojemu, szybciej, lepiej, dokładniej”). A potem co jakiś czas, kiedy nie wyrabiasz się z czasem lub jesteś po prostu zmęczona, dostajesz ataku szału, że nikt Ci w niczym nie pomaga.
  • Jeśli jesteś mężczyzną, nie protestujesz, że nic nie robisz w domu. W końcu, skoro Ona biega i widać, że świetnie sobie radzi i nawet nie prosi o pomoc, to po co się wychylać?
  • Jeśli jesteś dzieckiem (tzn. mieszkasz jeszcze z rodzicami), to zapewne zawsze znajdziesz jakiś powód, aby nie sprzątać w domu (zmęczenie po szkole, dużo nauki, klasówka, egzamin) albo robisz z siebie sierotę i taka postawa powoduje, że mama woli zrobić coś sama niż potem po Tobie poprawiać.

Jeśli w jakimkolwiek z powyższych opisów odnajdujesz siebie lub członków swojej rodziny, poważnie zastanów się nad wprowadzeniem zmian. Szerzej o tym napiszę już niebawem (wpis: Wyrabianie nawyków u innych).

Podsumowanie

To nie jest tak, że dzisiaj wszystko przemyślisz i od jutra będzie szło idealnie zgodnie z planem. Ja też miewam problemy z ustalaniem priorytetów, ale codzienna praktyka pozwala radzić sobie coraz lepiej, żonglować, wybierać i mieć świadomość konsekwencji, także – czy przede wszystkim – tych negatywnych.

Jeśli zaczniesz już teraz, masz moje słowo, że za tydzień będziesz mieć w tym temacie dużo więcej do powiedzenia, odczujesz pozytywną zmianę i inaczej spojrzysz na swój stary system zarządzania dobą.

Ale… pewnie i tak teraz powiesz, że próbowałeś wszystkiego, nic nie działa i w ogóle to nie ma sensu. Tak, pewnie, poklikaj sobie jeszcze po Demotywatorach albo Kwejku…