​ Życie pod dyktando promocji

A kupiłem bilety do Nowego Jorku, bo promocja była.
A kupiłem sobie ten płaszcz za 200 zł i to w promocji!
A kupiłem czytnik ebooków, ale różowy, bo był o połowę tańszy niż czarny.
A kupiłem ebooka, bo promocja była.

I ta duma: Zaoszczędziłem.

Wyjaśnijmy sobie jedno:

  • Jeśli chcesz coś kupić i jest to akurat w promocji to tak, zaoszczędziłeś.
  • Jeśli nie planowałeś czegoś kupić lub kupić w takiej formie, ale kupiłeś, bo była okazja to straciłeś. Wydałeś pieniądze na coś, czego nie chciałeś, nie potrzebowałeś i nie planowałeś kupować.

Kiedyś pisałam, że nie lubię promocji. Wrócę do tego w następnym wpisie.

Teraz jednak zadam Ci pytanie:

Czy Twoje życie wygląda tak, jak tego chcesz
czy jest wypadkową aktualnych promocji?

Inaczej mówiąc, czy odwiedzasz miejsca, które chcesz odwiedzić czy odwiedzasz te, na które była akurat promocja w liniach lotniczych? Czy naginasz swoje marzenia i potrzeby do tego, co aktualnie jest w promocji?

Spójrz:

  • Chcesz zobaczyć Nowy Jork, ale latem, bo nie lubisz zimna. No, ale bilety w promocji były na zimę, więc lecisz tam zimą, bo przecież lepiej zimą niż wcale.
  • Chodzisz po Nowym Jorku w płaszczu koloru zgniłej zieleni, choć wolałbyś czarny. Czarny był za 800 zł, a zielony w promocji za 200 zł, więc nie będziesz przecież tyle przepłacać za czarny.
  • Po powrocie do hotelu czytasz ebooka na różowym czytniku, choć nie znosisz różowego, no ale był o połowę tańszy niż czarny.
  • Na czytniku czytasz ebooka, który jest co prawda autorstwa Twojego ulubionego pisarza, ale na LubimyCzytać.pl ten tytuł ma najniższe noty i normalnie byś się nawet nie skusił, no ale promocja była.

Powiesz: Ale naciągane przykłady… Tak, jasne. Tyle że za każdym razem, kiedy rozmawiam z kimś, kto kupił coś w promocji, okazuje się, że nie jest do końca zadowolony, bo ów promocja to była jakaś forma kompromisu (nie ten kolor, nie ten wzór, nie ten rozmiar, uszkodzone pudełko, nie ta pora roku, nie ta marka, nieplanowany zakup).

Kiedy ja widzę jakąś promocję (weźmy przykład z listy powyżej: kurtka zimowa), zadaję sobie pytania:

  1. Czy ja tej rzeczy potrzebuję? (Tak, bo nie mam zimowej kurtki).
  2. Czy gdyby ta rzecz (tu: kurtka w kolorze zgniłej zieleni) była w normalnej cenie, a nie w promocji, to czy bym ją kupiła? (Nie, bo nie podoba mi się ten kolor).

I już mam odpowiedź na pytanie: Czy kupić tę kurtkę w tej promocji?

Zostawiam Cię z tym pytaniem:

Czy Twoje życie wygląda tak, jak tego chcesz
czy jest wypadkową aktualnych promocji?

Wyrwane z kontekstu #66

Jeden z moich znajomych mówi, że starości się nie boi, bo ma wrażenie, że pozbędzie się wszystkich strachów z młodości. Czy po siedemdziesiątce jakieś strachy mijają?

– Pewnie tak, ale przychodzą nowe – człowiek boi się zniedołężnienia, chorób, utraty kontaktu ze światem – o których w młodości się nie myśli. W wieku średnim może już się trochę myśli, ale zawsze ma się nadzieję, że to łatwo przezwyciężyć. No i oczywiście człowiek boi się śmierci.

źródło: Wyborcza.pl, Amator kwaśnych jabłek

Komentarz 2minuty.pl do cytatu:
Zawsze się czegoś boimy. Na każdym etapie życia boimy się czegoś innego. Nie licz na to, że kiedyś nastąpi magiczny dzień, w którym nie będziesz się bać i wtedy będziesz gotowy na zrobienie czegoś, co ze strachu odkładasz na później.

Wyrwane z kontekstu #65

„Obietnice poety”

Przez wiele lat obiecywałem Mamie trzy rzeczy, że zaproszę ją do Krakowa, że pokażę Zakopane i góry, że pojadę z Mamą nad morze.

Mama nie zobaczyła nigdy w życiu Krakowa. Nie widziała ani Krakowa ani gór (z Morskim Okiem w środku) ani morza. Nie dotrzymałem obietnic…

Minęło od śmierci Mamy prawie pół wieku… (zresztą, przestaję się interesować kalendarzem i zegarem). Czemu Jej nie zawiozłem do Krakowa i nie pokazałem Sukiennic, kościoła Mariackiego, Wawelu… Wisły. No tak! Syn mieszkał w Krakowie… młody „obiecujący” poeta… i ten poeta który tyle wierszy napisał dla matki i tyle wierszy dla wszystkich matek… nie przywiózł Mamy do Krakowa w roku 1947 ani w 1949…

Nigdy mi nie przypominała, nie robiła wyrzutów. Mama nie widziała Warszawy. Mama nigdy nie leciała samolotem, nie płynęła statkiem. Nigdy nie byłem z Mamą w cukierni, w restauracji, w kawiarni, w teatrze, operze… Ani na koncercie… byłem poetą… Napisałem poemat „Opowiadanie o starych kobietach”, napisałem wiersz „Stara chłopka idzie brzegiem morza”…

Nie zawiozłem Mamy nad morze… nie usiadłem z nią nad brzegiem, nie przyniosłem muszelki albo bursztynowego kamyczka. Nic… i ona nigdy nie zobaczy morza… i nigdy nie zobaczę jej Twarzy i oczu i uśmiechu kiedy patrzy na morze… poeta.

źródło: T. Różewicz „Matka odchodzi”

Komentarz 2minuty.pl do cytatu: Nie odkładaj spraw na później.