Blablabla #3: Kiedy będzie książka?

Nie będzie. Kiedyś zapowiadałam, ale to było dawno temu i – tadaaaam – porzuciłam ten pomysł.

Po pierwsze, jako autor książki wydanej sto lat temu w Helionie (jeszcze na studiach) nie mam już żadnego ciśnienia na książkę.

Po drugie, jako wydawca z zawodu (już po studiach) nie czuję potrzeby pisania książek, nie jest to dla mnie wyróżnienie, ukoronowanie twórczej drogi, spełnienie czy coś tam jeszcze. No niestety, taka specyfika pracy, że wolę szlifować diamenty niż być takim szlifowanym diamentem. ;)

Po trzecie, w czasach self-publishingu, książkę może wydać każdy, wystarczy iść do firmy usługowej i zapłacić. Usługa jak każda inna (aha, moje wydawnictwo nie świadczy takich usług, jakby ktoś pytał).

Po czwarte, bardzo podoba mi się forma internetowa – w każdej chwili mogę dodać coś nowego, zareagować jakoś na rzeczywistość. Książka powinna być ponadczasowa, a w przypadku pisania o produktywności byłoby mi ciężko, bo cały czas uważam, że rozwijam się w tym temacie (pamiętasz moją książkę „Motywacja dla rozsądnych?” – książka z pogranicza motywacji i produktywności, z której dzisiaj aktualne jest może z 5%).

Ciekawe? Udostępnij źrodło:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Każdy ma swoje priorytety

Dzień jak co dzień. Dostaję informację od kolegi, że stopka na dole strony nie wyświetla się prawidłowo. Sprawdzam, faktycznie coś jest na rzeczy, ale tylko na kilku mało istotnych podstronach. Dziękuję za informację, zapisuję sobie na listę poprawek (pewnie i tak nie zdążę tego poprawić, bo właśnie robimy nową stronę). I żyję dalej.

Następnego dnia dostaję kolejnego maila, że stopka nadal się źle wyświetla. Odpisuję (czyli tracę czas), że wiem, zapisałam, zajmę się tym jak będę miała czas.

Dostaję kolejnego maila. Ale jak to? Przecież tam wchodzą klienci, to jest ważne, zawsze byłaś dla mnie autorytetem w kwestiach profesjonalizmu, miałem o Tobie takie dobre zdanie (pamiętacie ten wpis?).

I tu mogłyby nam opaść ręce.

Ale!

Zanim nazwiesz tego człowieka idiotą (albo mnie), spójrzmy na tę sytuację.

Według niego to jest ważne.

Według mnie to nie jest ważne.

Klasyczny konflikt priorytetów.

Najgorsze, co teraz możemy zrobić to przerzucać się i przekonywać jeden drugiego, kto ma rację, czyja wizja priorytetów jest właściwsza.

Bo kolega jest mężczyzną, kawalerem, studentem, nie pracuje, bo nie musi, ma czas. Ja jestem kobietą, mam 32 lata, męża, a na głowie firmę, dom i małe dziecko.

Taka drobna różnica, która wpływa na sposób postrzegania tego, co i dla kogo jest ważne.

Twoja codzienność w pracy wygląda identycznie. Każdy ma do Ciebie jakąś sprawę i każdy uważa, że jego sprawa jest najważniejsza. Ty siedzisz i myślisz: nie dość, że mam swoje sprawy i plany to jeszcze inni przychodzą do mnie ze swoimi sprawami.

I co teraz?

1. Bierzesz 3 głębokie wdechy.

2. Uświadamiasz sobie, że To Twoje życie i Twój czas.

– Jeśli uznajesz, że Twoja sprawa jest ważniejsza, najpierw robisz swoją sprawę.

– Jeśli przychodzi A i B, każdy ze swoją sprawą, a Ty uznasz, że nadal to Twoja sprawa jest ważniejsza, to zajmujesz się najpierw swoją sprawą.

– Masz głęboko gdzieś wszelkie manipulacje ze strony A i B, bo czytałeś ten wpis i doskonale wiesz, że A i B zrobią wszystko, aby zmusić Cię do określonego zachowania, czyli zajęcia się ich sprawami.

3. Twój szef płaci Ci za Twoją pracę. Myślę, że średnio go obchodzi, że jesteś taki super koleżeński i robisz wszystko wszystkim wokół tylko nie to, co do Ciebie należy i co jest wyłącznie Twoim zadaniem. Jeśli zajmiesz się sprawami innych, na Twoje nie starczy Ci czasu, a szef przecież rozlicza Cię z Twoich zadań.

4. Jeśli prowadzisz swoją firmę to Ty doskonale wiesz, co jest w Twojej firmie ważne. Nie kolega czy sąsiad szwagra tylko Ty.

Zapamiętaj

To Twój czas i to Ty decydujesz, co jest ważne i czym zajmiesz się w pierwszej kolejności.

Ciekawe? Udostępnij źrodło:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Pani Precyzja

Powiedz komuś:
– nie śpieszy mi się,
– zrób to w przyszłym tygodniu,
– dolej mi trochę,
– kup mi coś słodkiego,
– posprzątaj,
to na 99,9% uzyskasz nie taki efekt, jakiego oczekujesz.

Niestety inni ludzie nie są wróżkami, żeby wiedzieć, co dokładnie masz na myśli.

Jak to się skończy?

– Nie śpieszy mi się.
Nie zostanie zrobione nigdy. Jak upomnisz się to wtedy dopiero zostanie nadany termin.

– Zrób to w przyszłym tygodniu.
Na bank zostanie zrobione w niedzielę i to na szybkiego, najpewniej kiedy w niedzielę rano zapytasz, czy zostało zrobione.

– Dolej mi trochę.
Doleje Ci albo za mało, albo za dużo (rzecz jasna w Twoim odczuciu).

– Kup mi coś słodkiego.
Na bank kupi nie to, co chciałeś.

– Posprzątaj.
Na pewno sprzątanie nie obejmie tego, co w Twojej ocenie było najbrudniejsze i wymagało pilnego posprzątania.

Jak precyzujemy?

– Nie śpieszy mi się
lepiej: Zgłoszę się po odbiór w czwartek o godz. 14

– Zrób to w przyszłym tygodniu
lepiej: Zgłoszę się po odbiór za tydzień w środę o godz. 12

– Dolej mi trochę
lepiej: Dolej mi do połowy szklanki

– Kup mi coś słodkiego
lepiej: Kup mi paczkę krówek firmy Wawel

– Posprzątaj
lepiej: Posprzątaj pokój tzn. (…i tu wymieniamy, np. odkurz podłogę, umyj podłogę, zetrzyj kurz, pościel łóżko, schowaj ubrania do szafy, a brudne do kosza w łazience).

Listy kontrolne Twym przyjacielem

W ostatnim przykładzie (o sprzątaniu) precyzowanie jest męczące, ale od czego mamy listy kontrolne! Siadasz na tyłku na 15 minut, spisujesz i gotowe. I, jako że sprzątanie jest czynnością powtarzającą się, taka lista kontrolna służy nam przez kolejne lata.

Czytelniku! Precyzuj swoje oczekiwania!

Ciekawe? Udostępnij źrodło:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+