Kolejne triki w Nozbe

Co jakiś czas piszę o róż­nych tri­kach w Nozbe, o któ­rych nie prze­czy­tasz w ofi­cjal­nych źródłach.

Dzi­siaj chcia­łam podać pisać kilka kolej­nych, ale w sumie uzna­łam, że ode­ślę do źródeł, bo szyb­ciej. Otóż Nozbe w polach:

- komen­tarz do zada­nia,
– notatki do pro­jektu (to ten spi­nacz na pasku bocz­nym — po wej­ściu w projekt),

używa Mark­down.

Przy­kłady zasto­so­wań są np. tutaj albo tutaj.

Baw się! :)

Udo­stęp­nij:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Wyrwane z kontekstu #44

Jeśli […] masz zor­ga­ni­zo­wane życie, to i tak przy­cho­dzi moment, kiedy żadna tech­nika i metoda Ci nie pomoże.

Jeśli wzię­łaś na sie­bie za dużo – żadna orga­ni­za­cja, żadne zor­ga­ni­zo­wa­nie, żadne zarzą­dza­nie cza­sem i zarzą­dza­nie sobą w cza­sie nic Ci nie da – po pro­stu z cze­goś musisz zre­zy­gno­wać i odsta­wić na bok.

[…]

Bo nie jest prawdą, że wszyst­kie zada­nia są dla Cie­bie tak samo ważne, a wszy­scy ludzie w Twoim życiu rów­nie istotni. Ana­lo­gicz­nie – nie jest prawdą, że każde hobby jest podob­nie nie­zbędne, a każdy klient znaczący.

Ostat­nio pra­co­wa­łam z klientką, która miała pro­blem z odbie­ra­niem mejli i podej­mo­wa­niem decy­zji, na jakie zapy­ta­nia ofer­towe powinna naj­szyb­ciej reagować.

[…]

Skąd ten pro­blem? Otóż w poprzed­niej pracy (kor­po­ra­cja, a jakże!) nauczono ją, że każdy klient jest ważny i na każde zapy­ta­nie klienta wysy­łana jest oferta. Z tą róż­nicą, że w kor­po­ra­cji jest wię­cej ludzi do two­rze­nia ofert, a dzia­ła­jąc samo­dziel­nie musisz każ­do­ra­zowo podej­mo­wać decy­zję, na co odpo­wiesz naj­pierw, na co póź­niej, a z czego zupeł­nie zrezygnujesz.

Moja klientka wybrała naj­gor­szą opcję – sta­rała się dzia­łać spra­wie­dli­wie, czyli – odpo­wia­dała na zapy­ta­nia chro­no­lo­gicz­nie w kolej­no­ści, w jakiej je dosta­wała. Ozna­czało to, że nie­kiedy przez tydzień męczyła się z ofertą wartą 1000 zł, a nie odpo­wie­działa na tę wartą 20 tysięcy, tylko dla­tego, że była „następna w kolejce”.

źródło: blog Pani swo­jego czasu

Udo­stęp­nij:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Zadanie w 5 minut

Gdzieś ostat­nio czy­ta­łam o spo­so­bie sprzą­ta­nia w 5 minut. Gene­ral­nie lubię sprzą­ta­nie. Goto­wa­nie też. I pra­so­wa­nie też. Serio. Wszyst­kie te czyn­no­ści spra­wiają mi przy­jem­ność, bo trak­tuję je jako odpo­czy­nek od pracy (wiem, mar­nuję czas, powin­nam komuś to zle­cić i sama zająć się czymś naprawdę eks­tra, bo wszystko, czego się dotkniemy musi być takie cool, wow i w ogóle; mam nadzieję, że wyczu­wasz ironię).

Są jed­nak takie dni, kiedy nic się czło­wie­kowi nie chce. Nic. Wtedy usta­lam minut­nik na 5 minut. Zasada jest taka:

Ile zro­bię, to zrobię

Zaska­ku­jące jest to, jak wiele można zro­bić w pięć minut, żeby nie powie­dzieć, że całą robotę można zro­bić w pięć minut. Umy­cie łazienki (wanna, umy­walka, lustro, krany, pod­łoga) — serio, zajęło mi to wszystko 5 minut! (fakt, tempo pracy było dość konkretne).

Podob­nie jest w pracy, jeśli masz oddać raport sze­fowi za godzinę to będzie to naj­pro­duk­tyw­niej­sza godzina w Twoim życiu i w tym cza­sie zro­bisz wię­cej niż sie­dząc nad rapor­tem przez ostatni tydzień.

Pięć minut sto­suję też w pracy. Jeśli cze­goś bar­dzo, ale to bar­dzo nie chcę mi się robić, usta­lam, że zajmę się tym tylko przez 5 minut, a potem to się zoba­czy. I kiedy wybija koniec pię­ciu minut, oka­zuje się, że albo jest pra­wie zro­bione (wtedy dokań­czam), albo robota idzie cał­kiem spraw­nie (i robię dalej).

Udo­stęp­nij:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+