Jak zmienił mi się punkt widzenia

Kolejka wpisów ustawiona do przodu kiedyś musiała się skończyć, a nowych nie wstawiłam.

Wchodzę do Evernote, patrzę na szkice wpisów w ilości 249 i żaden szkic o produktywności nie ma sensu.

Bo jeśli taki mały człowiek woła o jedzenie co 1,5 godziny (tak, dobrze czytasz, co 1,5 godziny), przez 24 godziny na dobę (tak, dobrze czytasz, przez 24 godziny na dobę), to sam rozumiesz Czytelniku, że wszelkie porady dotyczące produktywności można sobie wsadzić tam, gdzie światło nie dochodzi.

I nie bez przyczyny brak snu jest najpopularniejszą formą tortury, o której nie miałam pojęcia, bo do tej pory torturą było dla mnie nieprzespanie jeden nocy z powodu imprezy albo spanie siedmiu godzin zamiast ośmiu.

Nie pytaj mnie, jak się żyje mając schemat dnia co 1,5 godziny przez 24 na dobę. Nie wiem. 90% rzeczy z tego okresu nie pamiętam. Kto ogarniał absolutnie wszystko? Jedyny. A jak radzą sobie kobiety, kiedy ich Jedyny w tym czasie jest w pracy? Nie mam pojęcia. Serio. Ja bym pewnie umarła z głodu, brudu i wycieńczenia.

Ale wracając do tematu. Jeśli do tego co 1,5 h przez 24 na dobę dodamy całe dobrodziejstwo porodu (tak, poród to rzeźnia, zwłaszcza jak pojawiają się komplikacje) to zgadnij co? Nadal żaden szkic o produktywności nie ma sensu.

Zatem wchodzę w owe szkice później, kiedy kolejka wpisów jeszcze leci z automatu, ciało jakimś cudem (no dobra, i wysiłkiem genialnego personelu w państwowym, powiatowym szpitalu) wyszło na prostą, a cykl zmienił się na co 3 godziny przez 24 godziny na dobę. I zgadnij co? Nadal żaden szkic o produktywności nie ma sensu.

Zatem wchodzę w owe szkice, kiedy cykl zmienia się na 5 godzin, ale tylko w nocy. I zgadnij co? Dokładnie – żaden szkic o produktywności nie ma sensu.

Następnie dochodzimy do cyklu nawet 8 godzin w nocy. I nadal to samo – żaden szkic o produktywności nie ma sensu.

Ten blog powinien się właściwie skończyć w tym miejscu i słowami:

„Jeśli nie masz dzieci albo obłożnie chorych w rodzinie i uważasz, że nie masz czasu to podejdź do najbliższej ściany i walnij w nią głową. I walnij jeszcze raz. I jeszcze raz. I czynność tę powtarzaj tak długo aż zrozumiesz, że Twoje gadanie o braku czasu czy zmęczeniu jest lekko zabawne”.

I proszę mnie tu źle nie zrozumieć. Teoretycznie wiedziałam w co się pakuję i była to bardzo świadoma decyzja. Gdybym mogła cofnąć czas, nie cofnęłabym tej decyzji, bo po pierwsze, gdy widzę tego małego człowieka (i perspektywę kolejnych małych ludzików) to nie mam żadnych wątpliwości, a po drugie czuję, że wkroczyłam na wyższy poziom wtajemniczenia w temacie:

– co to znaczy produktywność,
– jak pracować wybierając priorytety z priorytetów,
– jak naprawdę delegować zadania,
– jak naprawdę ułatwiać sobie życie,
– jak dbać o równowagę psychiczną i fizyczną.

I to jest super.

W moim „poprzednim życiu” było tak, że jeśli robię sobie blok czasowy pół godziny to pracuję (jako mój Czytelnik wiesz, że jestem ninja i nie patyczkuję się z tematem) albo przesuwam go sobie dowolnie, bo z tyłu głowy mam świadomość, że dysponujesz całym dniem i jak coś wyskoczy to najwyżej przesunę blok na później.

Natomiast teraz, jeśli mam pół godziny, to naprawdę mam tylko pół godziny. Jeśli nie zrobię tego teraz, to następna okazja będzie może wieczorem (o ile nie zasnę z wycieńczenia albo dziecko nie wyskoczy mi z jakąś niespodzianką), a może dopiero jutro po południu.

Zatem, jak sądzisz, w jakich okolicznościach człowiek jest bardziej zmotywowany i produktywny?

I tu wracamy do dylematu, że żaden szkic o produktywności nie ma sensu. Jako że moje życie się zmieniło, zmieniły się również sposoby ogarniania czasu i pracy. Stare sposoby często nie mają już sensu i zastosowania, a nowe obawiam się, że nie będą przemawiały do Czytelnika bez dzieci, tak samo jak wcześniej nie przemawiały do mnie.

Z drugiej strony, Internet ma dobrą pamięć. Jeśli teraz pojawią się wpisy, których Czytelnik nie zrozumie i przestanie czytać tego bloga, to wiem, że wróci tu za kilka lat, kiedy zmieni się jego sytuacja życiowa.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że jestem kobietą. Jakkolwiek zaangażowanie mężczyzn jest bardzo cenne to jednak macierzyństwo pod absolutnie każdym względem (psychicznym, fizycznym, społecznym, zawodowym itd.) bardziej obciąża kobietę. I to nie jest zarzut tylko stwierdzenie faktu. Zatem dzieciaty facet inaczej będzie zarządzał czasem niż dzieciata baba. Nie lepiej, nie gorzej, ale po prostu inaczej.

A że teraz jestem nie tylko babą, ale także dzieciatą to na pewno wpłynie to na treść wpisów o produktywności. Mogę natomiast obiecać jedno: na pewno nie będzie nic o kupach, laktacji czy ząbkowaniu. ;)

Ciekawe? Udostępnij źrodło:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+

Wyrwane z kontekstu #53

Ksiądz namawia lekarzy do przemyśleń. Na jakie pytania powinni sobie odpowiedzieć?
ks. prof. Piotr Morciniec, bioetyk, duszpasterz środowisk medycznych: Każdy z nas, nie tylko lekarz, musi sobie postawić pytania, w których pojawi się drobny dodatek: „dla mnie”, na przykład co śmierć znaczy dla mnie? Przekonanie, że śmierć na pewno przyjdzie, jest najlepszym lekarstwem na stres „bycia niezastąpionym”. Kiedy Jan XXIII został papieżem, zapisał motto: „Nie bądź taki ważny”. Zachorujemy, umrzemy i świat się nie skończy. Tak już jest i kropka.

A gdy zdarzy się śmierć niesprawiedliwa?
PM: Niesprawiedliwa? A co to jest sprawiedliwość? Oddanie każdemu tego, co mu się słusznie należy. Każdemu z nas należy się śmierć. Należy do ludzkiej natury, więc jest sprawiedliwa. Pytanie tylko, kiedy ona powinna przyjść. Jest oczywiste, że do większości ludzi przychodzi za wcześnie. Możemy też mówić o śmierci, która zaskoczyła, na którą nie byliśmy przygotowani. Nigdy jednak nie powinniśmy o niej mówić w kategoriach sprawiedliwa czy niesprawiedliwa.

wywiad „Są łzy, które mogą zabić”
z książki „Ludzie czy bogowie”

Ciekawe? Udostępnij źrodło:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+